Na liście ulubionych każdego gracza, jest kilka, kilkanaście tytułów, które zapisały się w ich pamięci na dłużej. Tak jest i ze mną: jest kilka gier, które dały mi to “coś”, czego sam do końca nie potrafię określić. Coś co spowodowało, że uznałem siebie za Gracza. Nie chodzi tu raczej o doświadczanie jakiś niewyobrażalnych przeżyć czy też nigdzie indziej nieosiągalnych uniesień. Stałem się Graczem poprzez zaangażowanie, jakie gry potrafiły we mnie wyzwolić. Dopiero dzięki takiemu ponadprzeciętnemu poświęceniu się, poznawałem drugie a nawet trzecie dno “najlepszych” tytułów. Chociaż trudno powiedzieć, czy to ta szczególna gra potrafiła mnie tak wciągnąć, czy też akurat miałem więcej czasu na swoje hobby, to podejrzewam, że oba czynniki miały ogromne znaczenie. Głównie dotyczy to tytułów, którym poświęciłem najwięcej czasu, ale nie jest to regułą. Wybrane przykłady opisuję poniżej.
Intensywnie przemielony

Tak właśnie mogę siebie określić po obcowaniu z grą Tenchu 2: Birth of the Stealth Assasins. Dla “zielonych” z biblioteki PSX’a dwa słowa o mechanice gry: jako ninja masz za zadanie przedostać się przez określony teren, patrolowany przez strażników. Cała zabawa polega na tym, aby pozostać niezauważonym. Do głównych smaczków należy całe wyposażenie ninja oraz fachowe animacje uśmiercania – znak rozpoznawczy serii. Połknąłem tę “przygodę” w bardzo krótkim czasie trzema różnymi postaciami. Po tym wszystkim było mi mało, więc układałem plansze na dołączonym edytorze, aby kosić kolejnych strażników, którym samodzielnie rozkładałem ścieżki patroli. Jakkolwiek głupio to nie brzmi -jest prawdziwe. Co gorsze, podczas przechodzenia tego tytułu, byłem innym człowiekiem. Gra tak głęboko siedziała w mojej głowie, że

zmieniała moje zachowania w realnym świecie: nawet chodząc po mieszkaniu robiłem to inaczej niż do tej pory, “skradałem” się pod każdy róg w domu, uważnie sprawdzając, czy ktoś się nie zbliża. Gdy napotykałem nadchodzącego domownika wyobrażałem sobie, w jaki sposób bym go załatwił! To się działo samoczynnie, mój mózg działał w “trybie cichego zabójcy”. Przyrzekam, że wszystko ze mną w porządku i myśli zawsze pozostawały tylko myślami. Mimo to wstyd się przyznać, że coś takiego się działo w mojej głowie, był to pierwszy i ostatni raz, a po odstawieniu gry wszystko wróciło do normy. To jest właśnie to trzecie dno, o którym chyba nawet sami producenci nie śnili.
Doba ma tylko 24h
Wiele osób narzeka na długość doby, że jest za krótka, że nie zdążą zrobić wszystkiego co by chcieli w ciągu jednego dnia. Ja uważam, że narzekania te nie mają podstaw. Dlaczego? Ponieważ miałem w swoim życiu tydzień wolny od trosk związanych z rytmem dobowym. Przyczyna: Front Mission 3, kolejny tytuł z PSX’a. Strategia turowa + mechy + bogata kustomizacja drużyny i maszyn, to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Dodatkową ciekawostką był “internet” w grze – poza pocztą i stronami www ściśle związanymi z fabułą, można było się zagłębić w inne miejsca w “sieci”, zarówno w poszukiwaniu bonusów oraz japońskich dziwactw. Jedna z niewielu długich gier, które w całości ukończyłem i to z bananem na twarzy. Tydzień poza standardowym żywotem uważam za niezwykle udany. Jako typowy gracz zawsze miałem problemy z wczesnym wstawaniem, spowodowanymi nocnymi sesjami. W trakcie męczenia tego klasyka, dane mi było “przeciągnąć dobę” – tzn. spałem około 8 po czym funkcjonowałem około 20 godzin – po ukończeniu “misji”, organizm był wyregulowany jak nowy, wstawałem o 7.00 w pełni wypoczęty. Skutków zdrowotnych nie odnotowano.

Geniusz w czystej postaci
Ostatnią grą, którą dziś opiszę jest połączeniem genialnego pomysłu i perfekcyjnej realizacji. Chociaż nie jest to moja “gra życia” (która zasługuje na osobny wpis), to obiektywnie uważam ją za najlepszą grę w jaką kiedykolwiek grałem. Może jestem zacofany, może mało widziałem, ale Sid Meier’s Civilization uważam za grę wszech czasów. Dawno w tę serię nie grałem – “trójka” była ostatnią, z którą miałem kontakt, w dodatku bardzo krótki. Głównie dlatego, że odszedłem od grania na PC, ale jeżeli miałbym powrócić, to Cywilizacja znalazła by się na czele “must have”, pomimo tego, że z tą grą spędziłem najwięcej wieczorów/nocy (i powinna mi się znudzić) i pomimo tego, że gdy w nią grasz, to nie masz czasu ani ochoty poznawać innych tytułów. Tak… to jest chyba właśnie powodem “opuszczenia” tej gry – chcę poznawać inne propozycje branży, aby stracić jak najmniej z tego co oferuje. Nie jest mi z tym źle, gdyż mam poczucie, że doświadczyłem już tego najlepszego, więc mogę ze spokojem odkrywać inne dzieła.

Podsumuj bo wypada
Wpis przydługi, czyli taki, których nie jestem zwolennikiem, ale cóż – czasem się zdarza, dlatego szybko podsumuję. Sid Meier powiedział mniej więcej coś takiego: gry są szczególnym segmentem szeroko rozumianej rozrywki. Ludzie zawsze mogą obejrzeć film, przeczytać książkę, posłuchać muzyki – mają inne opcje, ale interaktywność, samodzielne podejmowanie decyzji czyni gry wyjątkowymi. To Ty jesteś gwiazdą. Kiedy oglądasz telewizję, film – to główna postać jest gwiazdą, ale w grach Ty odgrywasz główną rolę. Od siebie tylko dodam: nie jestem biernym odbiorcą – jestem Graczem.
~ przez Swir80PL w dniu 01/04/2007.
Napisz odpowiedź