header image
 

PSP znów się świeci.

Dwie gry sprawiły, że znów spojrzałem na swoje PSP tak, jak w trakcie pierwszych dni - ponownie jestem z niej niezwykle zadowolony. LocoRoco oraz Me & My Katamari, czyli dwa dziwaczne i niezwykłe tytuły.
W zasadzie od zawsze była na mojej liście do kupienia, od zawsze też wiedziała o tym moja Żona, która wczoraj “zmuszała” mnie abym ją sobie kupił. Uległem ;-) Gra od pierwszych sekund rozczula swym urokiem: słodka grafika, zabawna muzyka, urocze awatary. Z przyjemnością rozpocząłem pierwszy level. Co ważne i niestety rzadko spotykane w grach na PSP, to świetne i proste sterowanie. Od razu widać, że gra była robiona z myślą o przenośnej maszynce Sony. Z czasem, im dłużej grałem, coraz bardziej zacząłem podziwiać fizykę w świecie LocoRoco. Naturalność z jaką nasz hiroł porusza się, opada, obsuwa, turla, podskakuje, przykleja do sufitu, zagłębia w galaretowatym podłożu czy lewituje jest fantastyczna, wydaje się, że fizyka działa tak świetnie jak w przeuroczym LittleBig Planet. Z resztą obie gry są 2D, więc choćby i na tej płaszczyźnie można je porównać. Za mną pierwszy świat i niestety niemało pozostawionych “piłeczek”, przede mną - mam nadzieję - niejedna niespodzianka obrazująca pomysłowość autorów.
Z tego rodzaju bohaterami chyba nie musimy się utożsamiać, aby czerpać przyjemność z gry?
W zasadzie od przeczytania recenzji We Love Katamari na “dorosłą” PS2, zapisałem sobie ten tytuł w głowie jako jeden z tych, które muszą zostać sprawdzone. Później - jak w wielu przypadkach - pojawiła się edycja na PSP. Wielu ma za złe Sony taką politykę (na PSP pojawia się za dużo portów z PS2), to ja w tym przypadku nie mogłem narzekać. Podczas gdy używana wersja na PS2 pojawia się za 40euro, tak ja na Me & My Katamari na PSP trafiłem za 9.99, w trakcie rutynowego przeglądania koszyka z wyprzedażami ;-). No i zaczęło się: powalona fabuła, postrzelona muzyka i pomysł na rozgrywkę durnowaty. Teraz wszystkie te przymiotniki odczytaj w ich pozytywnym znaczeniu a otrzymasz obraz najbardziej zakręconej gry jaką zna ten świat. Zawijam, nawijam, nakręcam i rosnę ;-) Tak pokrótce przedstawia się idea gry. Tytułowa Katamari to kula o właściwościach przyciągania małych przedmiotów, małych w porównaniu do samej kuli oczywiście. Zaczynamy od wchłaniania najdrobniejszych rzeczy, leżących na podłodze, jednocześnie omijając liczne przeszkody. Przeszkody te jednak po chwili zostają przez nas wchłaniane, gdyż nasza kula rośnie z każdym wessanym przedmiotem. W ten właśnie sposób, zaczynając od okruszków pod stołem, poprzez wchłonięcie krzeseł, przechodzimy do pochłaniania całych budynków. Gra się w to z przyjemnością i jakąś taką dziwną satysfakcją, która w zasadzie nie wiem z czego wynika. Po prostu jest miło. Dziwaczny klimat gry buduje muzyka (nigdzie indziej takiej nie znajdziesz) oraz niedorzeczne i zarazem śmieszne dialogi. To po prostu trzeba sprawdzić samemu.
Zadania są różne: nawijaj piękne, urocze, głośne, ciepłe, itd.. przedmioty - zgodnie z upodobaniem klienta, ale de facto to o rozmiar się tu rozchodzi ;-)

~ autor Swir80PL w dniu czerwiec 16, 2007.

Napisz odpowiedź