Kontrolery fal mózgowych.
Nintendo Wii w raz ze swoim kontrolerem dokonał małej rewolucji na rynku wirtualnej rozrywki. Sony opatentowało słynną rękawicę, jako odpowiedź na Wiimote’a. Manipulatory te mają jednak jedną wspólną cechę ze swoimi klasycznymi odpowiednikami - są obsługiwane za pomocą siły fizycznej. Co jednak ciekawe, ostatnio, wiele źródeł donosi o rozwoju technologi pozwalającej pozbyć się kontrolera w ogóle. Jest kilka firm testujących tzw. “gry umysłu”, które pozwalają kontrolować sytuacje na ekranie tylko i wyłącznie za pomocą fal mózgowych.


Pomimo tego, że technologia wciąż jest w bardzo wczesnej fazie rozwoju, to już znalazła ona swojego małego Jacka Thompsona. Victoria Times-Colonist - jeden z kanadyjskich dzienników, ostrzega przed swego rodzaju dniami ostatecznymi. “Produkty takie jak Ultimate Carnage, Suicide Bomber czy Naughty America zalały dzisiejszą młodzież przemocą, seksem i chaosem. Wpływ [gier umysłu] jaki mogą mieć na rozwój umysłu i wyobraźni łatwowiernej i bezkrytycznej młodzieży jest nieprzewidywalny. Czy ich wewnętrzny świat myśli może stać się ważniejszy od otaczającej ich rzeczywistości? Czy ich umysły mogą być przerobione przez niematerialny interfejs wirtualnej rzeczywistości?”. No właśnie. Jak myślicie? Pytania te powracają jak bumerang z każdą nową generacją, za każdym razem pozwalającą na odtwarzanie jeszcze dokładniejszych i bardziej szczegółowych obrazów (potencjalnie szkodliwych). Jak wiadomo, nie mają one negatywnego wpływu na zdrowe umysłowo jednostki. Ale czy pełna integracja fal mózgowych z wydarzeniami na ekranie może mieć większy, a co za tym idzie, potencjalnie gorszy, wpływ na nasze umysły? Czy też nasze dłonie/ręce są tylko i wyłącznie automatami przerzucającymi nasze “fale mózgowe” na ekran i wprowadzenie “gier umysłu” będzie tylko wprowadzeniem kolejnego uproszczenia?

Jeżeli gry, to czemu nie pralka, komputer, samochód…?

Napisz odpowiedź