header image
 

Kółko znów się kręci - wrażenia z Test Drive: Unlimited

Już jakiś czas temu spróbowałem dema nowego Need for Speed i choć nie piałem nad nim z zachwytu, to jedna rzecz mnie w nim urzekła. Może nie tyle był to ogólnie rozumiany model jazdy (który w wyścigu zasysał) co sam jego element, który świetnie oddawał trudność utrzymania samochodu w ryzach na długich łukach na miejskiej (często nierównej) drodze. Taka walka nie tylko z trasą , ale i z samochodem ma w sobie pewną magię. Co prawda nie na tyle dużą aby polecieć na nowego NFS’a, ale wystarczającą aby zapadła w (krótkotrwałą) pamięć.
Tylko po co tym piszę? Ano po to aby wspomnieć o miłym zaskoczeniu jakie spotkało mnie po odpaleniu Test Drive: Unlimited, wspomaganym kółeczkiem Microsoftu. Kiedy kupiłem w/w grę tylko ją pokrótce sprawdziłem (czy działa) i jakoś mnie odepchnęła. Nieciekawa grafika, brak jakiegoś polotu… wyłączyłem i odłożyłem na półkę. Może innym razem. Dziś się cieszę, że pewnego wieczoru byłem na tyle zmęczony i zmulony, że zachciało mi się “niedzielnej” przejażdżki, a TD:U ze swoimi rozległymi drogami wydawał się do tego idealny. Była też okazja na odkurzenie kierownicy, którą notabene miałem ochotę sprzedać (”przez” tryb online w Forzie, na padzie łatwiej było o dobre wyniki:). Ale wracając do tematu, co mnie urzekło w dziele ekipy Eden Games? Przede wszystkim właśnie zasada ryzyka i nagrody, ryzykując możesz zarówno dużo wygrać jak i przegrać. Czy warto warto na tym łuku użyć całej szerokości jezdni i ryzykować czołowe zderzenie, czy za tą hopką czeka mnie jakaś niespodzianka, czy w ogóle warto oderwać się od ziemi, kiedy auto jest w trakcie skrętu? Wyścig w otwartym ruchu zapewnia ciągłe urozmaicenia - nie jedziesz na pamięć jak po szynach a chwila nieuwagi lub błąd często jest karany. Choć ciągłe powtarzanie poziomów w większości gier jest dla mnie frustrujące i zniechęcające (np. Ninja Gaiden), tak powtarzanie (głównie czasówek) w TD:U, jest po prostu zajmujące. To tak jak z multi w Halo: nawet jak dostajesz ciągle w dupę i tak chcesz wrócić i spróbować nowego podejścia, innej taktyki. Odpowiedni balans tras i czasów pozwoliło mi docenić TD:U - wiedziałem, że cel jest osiągalny, potrzeba tylko opanowania i odrobiny szczęścia przy podejmowaniu ryzyka. Dla większości jak i dla mnie jest to wystarczająca “nagrodą” za obcowanie z grą, ale i dla lubiących poza wyścigowe pierdoły (domy, garaże, awatar) programiści przygotowali kilka - co ważne, nie drażniących - bajerów. Jeżeli jeszcze nie miałeś okazji zwiedzać dróg Oahu i masz kierownicę na stanie, to wiedz, że według mojej skromnej osoby warto spróbować. Polecam.

~ autor Swir80PL w dniu listopad 23, 2007.

Napisz odpowiedź