Mass Effect - wrażenia
Największa kosmiczna przygoda na 2007 roku za mną. Pomimo kilku wad, wychwalana praktycznie przez wszystkich recenzentów. Na Mass Effect napalałem się od dłuższego czasu. W końcu to właśnie dla takich ekskluzywnych smakołyków kupiłem Xboxa. Dlatego po ukończeniu Assasin Creeda, zacząłem rozglądać się po sklepach za wersją kolekcjonerską - dostałem. Nadszedł wolny wieczór i ruszamy…
Ludzkość - początki, od dialogu…
Wybór postaci w RPG w moim wypadku jest bardzo standardowy, praktycznie zawsze idę w kierunku siły aniżeli “magii”, prosto i pewnie. Również wybór wyglądu pozostawiłem taki, jaki zaproponowali mi Twórcy. Początek całkiem zgrabnie wprowadził mnie w nowe uniwersum a raczej UNIWERSUM (jak się później okazuje). Wszystkie napotkane rasy, przedmioty, planety są dokładnie opisane. Wszystkie ważniejsze postaci mają swoją historię, z których możemy się dowiedzieć się mnóstwo rzeczy zarówno o nich samych jak i o całych ich gatunkach. Rasy obcych są dość zróżnicowane ale cudów w tej materii nie ma - po prostu dobry poziom. Ludzkość dosyć mocno “trzyma się swoich”, gdzie na wierzch wychodzą nasze brzydkie cechy jak chciwość, dążenie do władzy, rasizm. Szczególnie w cieniu tego ostatniego dosyć dziwnie się czułem, “zapraszając” kolejnych obcych do swojej drużyny (ale czego się nie robi dla punktów idealisty;-). Tutaj wspomnieć należy o niesamowicie rozbudowanych dialogach, które prowadzi się w bardzo ciekawy sposób. Do wyboru zawsze jest kilka odpowiedzi. Niektóre z nich prowadzą do nowych gałęzi dialogowych a inne z kolei oddają nasz stosunek do rozmówcy czy po prostu nasz sposób bycia (agresywny, neutralny, bądź sympatyczny). Kiedy dodamy do tego możliwość zastraszania lub wykorzystania uroku, który nie raz wpłynie na przebieg wydarzeń, to otrzymamy najlepszy system dialogowy w grach, z jakim miałem do czynienia. Co ciekawe wybierane przez nas odpowiedzi są tylko skrótem myślowym prawdziwej kwestii wypowiedzianej przez naszego bohatera - świetny manewr, który nie każe nam odsłuchiwać słów, które wcześniej przeczytaliśmy. Muszę jednak wspomnieć o jednej rzeczy: wybór chamskiej bądź miłej odpowiedzi najczęściej prowadzi do identycznej reakcji rozmówcy. Niestety, ale to lekko razi (przy drugim podejściu), jednak trzeba przyznać, że sprytnie ułożone kwestie zachowują sens.

…poprzez walkę…
“System walki” - dla mnie dwa magiczne słowa. Bez niego żaden RPG się nie może obejść. Ten w Mass Effect od początku mnie zachwycił. Kiedy już przy pierwszej misji miałem okazję zza osłon punktować ze snajperki, byłem wniebowzięty. Niestety do płynności “Gears of Wars” to tutaj daleko, zarówno pod względem animacji jak i rozgrywania walki. Naprawdę nie rozumiem dlaczego ktoś to w ogóle przyrównywał - w to nie gra się jak w GOW. Chowanie za osłony czasami bywa kłopotliwe, szczególnie na początku. W późniejszych planszach były tak zaporowe momenty, że zmuszony byłem obniżyć poziom trudności na easy (na którym gra niestety sporo traci - jest zbyt łatwa). Nie wiem czy to kwestia braku wyważenia gry czy też moich umiejętności. Przyznać jednak muszę, że potyczki choć dynamiczne to jednocześnie mają bardzo taktyczne podejście i często sprawiają satysfakcję. Do tego różnorodne talenty - zdobywamy i rozdzielamy je wraz z doświadczeniem - umożliwiają nam rozstrzygnięcie starć na różne sposoby. Choć są słabe momenty (czasem nasz team się dziwnie zachowuje) to całość in plus.

…plot i prezentację…
Przejdźmy do fabuły. Twórcy zapowiadali nam jak bardzo ta gra będzie epicka. podniosła itd. - po prostu Wielka. Moim zdaniem, jak na grę wideo to fabuła jest dobra, nawet bardzo. Niestety w pewnym stopniu zepsułem sobie jej odbiór. Powody były dwa. Pierwszy to wątki poboczne. Na początku bardzo ambitnie do nich podszedłem, w końcu nie po to kupuję “epicką opowieść”, aby ją przelecieć jak tanią ladacznicę. Chciałem je poznać, znaleźć odpowiedzi na kilka pytań, które kolejno uzupełniały moją wiedzę o poszczególnych rasach i planetach, tworząc rozbudowany obraz uniwersum ME. Drugim powodem, który odebrał trochę przyjemności z odkrywania fabuły był bardzo prozaiczny. Po prostu nie mogłem grać codziennie i jeśli też tak masz, nie polecam zagłębiać się w dodatkowe questy.
Oprawa. Grafika to górna półka - bez dwóch zdań. ME prezentuję się prawie jak film a szczególnego smaczku dodaje efekt smużenia, który naprawdę podbudowuje klimat. Zarówno ludzie jak i obcy to najwyższa jakość wykonania, szczególnie kroganin Wrex, który wygląda jak żywy - mi zapiera dech w piersiach. Gorzej jest z ludźmi - “język ciała” zawodzi, co prawda widać że twórcy włożyli w ten element sporo pracy, to jednak uświadamia mi to jak trudno jest podrobić np. ludzką mimikę. Bije sztucznością i mam wrażenie, że do uzyskania tego efektu jeszcze daleka droga… Planety, które zwiedzamy Mako - uzbrojonym pojazdem terenowym, to rozległe i dosyć monotonne lokacje, których jakość graficzna siłą rzeczy odbiega od reszty. Jednakże wyżej wspomniany filtr rozmycia sprytnie maskuje niedociągnięcia a przepiękne widoki na niebie oraz efekty atmosferyczne w pełni rekompensują walory artystyczne. Same bazy, które przyjdzie nam odwiedzić są bardzo zróżnicowane, mamy i słabe i dobre projekty - uczucia mam mieszane.

O samej muzyce ciężko jest mi się wypowiedzieć. Twórcy inspirowali się filmami science-fiction z przełomu lat ‘70 i ‘80. Mnie ona nie powala, ale jest w niej coś takiego niezwykłego, innego. Ma to swój specyficzny klimat, który jednych może zassać a innych odrzucić. Sam pozostałem po środku. Wszelkie efekty dźwiękowe bez zarzutu. Razem z muzyką należycie utrzymują klimat.
…do finału
Dla mnie zakończenie to najważniejszy moment fabularny. Naprawdę potrzeba genialnej historii, aby móc zakończyć historię z przytupem, który spowoduje, że jeszcze po kilku dniach będziesz myślami w przedstawionym świecie. Dla mnie tutaj tego zabrakło. Nie żebym się zawiódł - mam świadomość, że to tylko gra wideo, ale nawet w ME można było liczyć na coś więcej. Mimo to z niecierpliwością czekam na kolejną część i cieszę się, że mogłem poznać pierwszą część tej trylogii. Jestem bardzo ciekaw jak rozpocznie się druga część, skoro mogliśmy obejrzeć więcej niż jedno zakończenie.

Dla mnie Mass Effect to najlepsza gra 2007 i basta, nie jest idealna to fakt ale w grę idealną jeszcze nie grałem
Jako fan scifi i RPG bawiłem się przy ME świetnie, gierka zassała mnie całkowicie i jeśli miałbym wyciągać jakieś jej minusy to byłaby to jej długość. Najkrótsze RPG w jakie grałem. Co do zakończenia, pozwolę sobie Cię zacytować:
Jeszcze nie grałem w cRPG, które pozostałoby w mojej pamięci na długo po jego ukończeniu. cRPG ze swoim hamerykańskim podejściem jest na ogół dość płytkie i puste, nie ma tego japońskiego uduchowienia. Nie oczekiwałem tego od ME i dlatego się zakończeniem nie zawiodłem.
“Dla mnie zakończenie to najważniejszy moment fabularny. Naprawdę potrzeba genialnej historii, aby móc zakończyć historię z przytupem, który spowoduje, że jeszcze po kilku dniach będziesz myślami w przedstawionym świecie.”
Takie bajery kolego to tylko w jRPG
Też czekam na część drugą, pod warunkiem jednak że zrobi ją BioWare, jeśli weźmie się za to inny developer to się dwójki nawet nie dotknę, bo z pewnością się rozczaruje.
a byłbym zapomniał:
“przelecieć jak tanią ladacznice”
co Ty tam robisz w tej Irlandii?
żona wie?;D
Chętnie bym zagrał. KOTOR to dla mnie najlepszy cRPG. Bardzo dobrze się przy nim bawiłem. Jak jedyny z cRPG (no może jeszcze Planescape Torment) zbliża się do jRPG.
Nie długo w to zagram, ale najpierw muszę wymęczyć Conana.
W Eternal Sonata jest “uduchowione” zakończenie, że aż mnie mdliło
A ja jeszcze nie grałem, to nie dobrze.