Link’s Crossbow Training - wrażenia

Pozazdrościłem ostatnio BenitoKKS’owi jego “pistolecika”, a że jako “zamiast” PS3 posiadam Wii, które swoją drogą wydaje się idealne do tego typu pozycji, postanowiłem zakupić Link’s Crossbow Training. Zastanawiasz się czy “ósemka” w PSXExtreme była słuszna? Odpowiedź znajdziesz poniżej.
Sam zakup “Linka” był dosyć przypadkowy. Po recenzjach w brytyjskiej prasie skłaniałem się ku Ghost Squad od SEGI, ale po zakupie pod niego pierwszego pistoletu, pomyślałem, że miło by było dopłacić parę groszy i jako drugi gun używać Zappera. Tak się też stało i w ten sposób “trening kuszy” wylądował w napędzie mojego (czyt. należącego do moich dzieci) Wii. Pierwszą rzeczą, która mnie zszokowała po wczytaniu gry to to, że Wiimote wcale nie wskazuje kursora na ekranie tam, gdzie nim celujemy. Po chwili staję się to logiczne i oczywiste, gdyż to tylko czujnik pod TV (sensor bar) wyłapuje kierunek trzymania pilota, ale jak widać na moim przykładzie można żyć w błogiej nieświadomości o “ułomności” tego urządzenia - po prostu kierując “z nadgarstka” nigdy nie zwracałem uwagi na jego celność. Z pomocą przychodzi tutaj “kalibracja”, która co prawda nieźle koryguje wszystkie nieścisłości, to siłą rzeczy wymusza na graczu jedną pozycję! Nie możesz stanąć obok, nie możesz usiąść/wstać, przybliżyć lub oddalić wiimota od ekranu gdyż automatycznie celownik będzie rozkalibrowany! Tak jak na wstępie napisałem, że Wii wydaje się idealne do “celowniczków”, tak muszę to podtrzymać i dodać, że tylko się wydaje, gdyż idealne nie jest. Tutaj słychać jęk zawodu…
Na dzień dobry więc mamy niedokładne sterowanie, w tytule, który niejako z definicji powinien je posiadać. Nie nastraja to zbyt optymistycznie, ale rozpocznijmy rozgrywkę i zobaczmy co takiego zgotowało nam Nintendo.
Gra choć osadzona w realiach Zeldy, nie posiada żadnej fabuły, nie robi to jednak żadnej różnicy - w końcu chodzi tu tylko o strzelanie. Na całość składa się 9 poziomów, z których każdy zawiera trzy sekcje utworzone wg tego samego schematu. Pierwsza sekcja to typowa strzelnica, używamy tylko celownika (ew. można użyć zoom’a) a ekran sam się przesuwa w stronę kolejnych wyzwań. Do ustrzelenia mamy głównie tarcze, które wyskakują, przesuwają się po “torach”, czy nawet są holowane przez latające stwory. Muszę przyznać, że byłem mile zaskoczony pomysłowością autorów. Cele często są umieszczone bardzo sprytnie i przesuwają się w podchwytliwy sposób, naprawdę nieraz łatwo o pomyłkę. A jeżeli chcesz osiągnąć dobry wynik to każde “pudło” bardzo Cię od tego oddala, gdyż z każdym kolejnym trafieniem powiększa się mnożnik naliczanych punktów, bez którego możesz zapomnieć o dobrym wyniku. Rozgrywka stawia na dokładność a nie szybkość i czasami lepiej coś odpuścić aby nie ryzykować utraty mnożnika. Jak dla mnie pomysł-bomba, szkoda tylko, że jest lekko “zepsuty” przez system gry, który w sekcjach 2 i 3 wymaga od nas samodzielnego obracania się (w 3 również poruszamy się przy pomocy analoga) a te nieszczęsne obroty wykonujemy kierując kursor-celownik do boku ekranu. Niby nic takiego i w sumie jest to logiczne rozwiązanie, jednak nie sprawdziło się ono w praniu, gdyż często próbując trafić ruchomy cel, w ferworze walki jednocześnie przesuwamy ekran co często kończy się tragicznym pudłem a co za tym idzie, utratą dużej ilości punktów. Wg. mnie obraz powinien przesuwać się dopiero po wyjechaniu za ekran, a nie gdy celujemy jeszcze kilka centymetrów od krawędzi.
Pomimo dość poważnych wad Link’s Crossbow Training jest całkiem przyjemną gierką. Grafika nie straszy a poziomy są pomysłowo zaprojektowane, dzięki czemu przymykamy oko na powyższe problemy oddając się zabawie (niestety dosyć krótkiej). Gier nie lubię oceniać “liczbowo”, ale gdybym musiał, to na pewno nie poparłbym “ósemki” w ekstrimie - nie jest to aż tak dobra gra, bardziej popierdółka, w którą mimo wszystko miło “pyknąć” od czasu do czasu. Po prostu kolejna pozycja wg. nowego-typowego szablonu wielkiego N.


Bawiłeś się w Robin Hooda ?
załatw sobie Resident Evil: The Umbrella Chronicles, ponoć dobre jest… a przynajmniej tak twierdzą na org