Mass Effect - ciąg dalszy.
Czasowo mój X0 jest odłączony od neta, więc sesje Halo czy w Forzę odpadły. Pomyślałem, że kolejne podejście do Mass Effect będzie idealnym pomysłem. Nie pomyliłem się.
Tym razem dla urozmaicenia postanowiłem podążyć ścieżką “zimnej suki”, która nie stroni od luźnych tekstów na temat całowania jej ślicznej, tylnej częścią ciała
Również jej umiejętności bojowe podążyły w stronę “nienaturalnych” mocy, a dzięki temu, że to drugie podejście do kariery, mogłem zachować jeden z talentów bojowych. Dołożyłem poziom trudności weteran, oraz tym razem postanowiłem wyłączyć napisy i ustawić język na angielski, tak dla zapewnienia sobie jak najświeższych wrażeń. Świetna sprawa.
Po drugim przejściu ME moje odczucia na temat gry są jeszcze lepsze. Wszelkie wątpliwości związane z systemem walki wyrzucam do kosza. Jest po prostu świetny. Stosowanie rzutów, podniesień i innych technik biotycznych i technicznych sprawia wiele radochy i niesamowicie urozmaica (i ułatwia) rozgrywkę. Wyższy poziom trudności już nie stanowił żadnego problemu i z chęcią rozpocząłem grać na poziomie Hardcore, w zasadzie nigdy mi się to nie zdarza - to jakiś fenomen :). Oprawa pochłonęła mnie jeszcze głębiej w świat ME. Wszelkie przerywniki filmowe są zrobione na silniku gry, dzięki czemu nie różnią się wyglądem od samej rozgrywki (postacie mają te same kombinezony, bronie itd.) co pozwala na zachowanie całkowitej spójności - zawsze chwaliłem sobie takie rozwiązania, ale poziom grafiki w ME zapewnia nową jakość doznań. Kupujcie i grajcie - na tej pozycji nie można się zawieść. Jeśli nie masz X0 a posiadasz PC to naprawdę masz na co czekać.

Zgadza się Mass Effect to gra z najwyższym replayability jaką znam.
Ja zagram jeszcze co najmniej raz choćby dlatego, aby zobaczyć “co się stanie jeśli wybiorę tak” czy “słynną scenę erotyczną”, bo mnie ominęła
Zagrałbym jeszcze raz ale mam teraz tyle gierek do obgrania że raczej ten pomysł będzie musiał poczekać
Graczu aka Świrze - czy Ty jeszcze żyjesz???