GTA IV – wrażenia
Choć na przygody Nico Belica nie czekałem z wywalonym jęzorem, to nie mogłem sobie odmówić kupna i sprawdzenia tej pozycji już w dniu premiery. Hype jak najbardziej spełnił swoją rolę. Nie żebym żałował
Sam początek wywołał mieszane uczucia. Brak akcji, nowe “dziwne” prowadzenie się pojazdów, fabuła budowana powoli i bez żadnych fajerwerków. Po części jest to uzasadnione wielkością gry. W końcu Rokstar musiał jakoś nas wprowadzić w świat GTA i przedstawić zasady panujące w Liberty City – pokazać nam nasze możliwości i jednocześnie uświadomić ograniczenia. Właśnie ograniczenia – słowo, którego w zasadzie nie powinienem używać w kontekście GTA. Choć mamy do czynienia z tętniącym “życiem” miastem, którego rozmach jest imponujący, musimy pamiętać, że nadal mamy do czynienia z grą wideo – możemy wiele, ale liczba rzeczy, których nie możemy jest w zasadzie nieograniczona. Nie rozpatruję tego w kategoriach wady – Miasto to bez wątpienia jednen z głównych “bohaterów” tej gry, zapewniające atmosferę oraz świetnie uzupełnia przedstawione postaci i ich losy. Krótko mówiąc jest wielkie i bez precedensu, po prostu nie chcę gloryfikować Liberty City jako ósmego cudu świata, który niektórzy próbują z niego uczynić. Efekt “Truman Show” nadal króluje. Samo przemieszczanie się po ulicach LC zostało usprawnione względem poprzednich części. Dla lubiących długie podróże w towarzystwie DJ’ów radiowych wprowadzono GPS, który nie zmusza nas do ciągłego zerkania na mapę, a dla leniwych (czyli mnie) wprowadzono taksówki. Wzywasz, podajesz cel, przewijasz i już jesteś na miejscu bez zbędnych dłużyzn. Duży plus. Są jeszcze pociągi, które okazują się przydatne przy ucieczkach przed policją.
Pomimo dodatkowych opcji przemiszczania się nadal mnóstwo czasu spędzimy za kółkiem. Jakby nie patrzeć samochody są jednym z podstawowych narzędzi przestępców i dlatego też jest to jeden z kluczowych elementów wpływających na wrażenia z gry. Jak wypadł w czwórce? Po początkowym niemiłym wrażeniu, przyzwyczaiłem się, a z czasem doceniłem zaimplementowany model jazdy. Większość samochodów ma poważnie “ograniczone” możliwości hamulców oraz słabo reagują na ruchy kierownicą, ponadto niska (standardowa) moc silnika uniemożliwia wyprowadzanie takich samochodów z poślizgów. Jednym słowem nie ma mowy o poważnej jeździe, jednak jak się zastanowić i spojrzeć na prawdziwe ulice, nie widać na nich samych sportowych samochodów, prawda?. Tak i tutaj pierwszy lepszy pojazd nie nadaje się do dynamicznej jazdy. Jak w życiu. Co innego sportowe samochody, których możemy znaleść kilka modeli – są szybkie, świetnie reagują na polecenia kierowcy, ale co ważne, wciąż musimy kierować “z głową” – chcesz wykonać skręt o 90 stopni? Zwolij, Nie pokonasz go setką! Uczestnicząc w wyścigach ulicznych wrażenia z prowadzenia pojazdów (sportowych) są podobne do tych z PGR’a. Wraz z otwartym ruchem powinny stanowić naprawdę smakowity kąsek dla miłośników racer’ów, jednak niski poziom rywali kompletnie psuje odbiór tego (pobocznego) trybu (szkoda, że nie mogę sprawdzić multi). Szkoda. Niestety jest to tylko jeden z przykładów kulejącej AI pojazdów sterowanych przez konsolę. Dochodzi do tego głupie zachowanie straży pożarnej, karetek pogotowia czy taksówek (dzięki czemu Achievment polegający na odbyciu kursu pomiędzy wyspami bez używania opcji skip, można faktycznie nazwać Osiągnięciem;-). W przypadku wyreżyserowanych (zeskryptowanych) pościgów w głównych misjach, nie ma tego typu problemów, dzięki czemu możemy przetestować nasze umiejętności, świetnie się przy tym bawiąc.
Przejdźmy do kolejnego elementu z życia gangstera – strzelania. Coś co zawsze kulało w serii, w czwartym wcieleniu doczekało się znaczych ulepszeń. Po Gears of Wars, świat strzelanin uległ metamorfozie. Widzimi to również i tutaj. Niko używa osłon i jak na prawdziwego weterana przystało, świetnie posługuje się każdym typem broni. Na papierze miód, jednak przedzieranie się przez tabuny przeciwników bywa upierdliwe i trudne. Wszystko jest ok jeśli mamy dużo czasu i spokojnie możemy wypunktować kolejne “pionki”. Gorzej jeśli musismy się przedzierać przez zastępy żołnierzy, kiedy nasz (główny) cel ucieka. W pośpiechu i ferworze walki nietrudno o przylgnięcie do osłony ze złej strony lub wogóle nie tej, do której chcieliśmy. W połączeniu z brakiem systemu checkpointów (bolączka serii), nieraz prowadzi do frustracji, szczególnie jeśli ponownie musimy przejechać pół miasta w drodze do miejsca akcji. Autorzy doskonale zdają sobie z tego sprawę i starali się nie serwować nam powtórek w konwersacjach w trakcie drogi do celu, (przeważnie są dwa warianty a za trzecim towarzyszy nam już tylko radio). Cóż, marne to urozmaicenie, odnoszę wręcz wrażenie, że R* świadomie zmusza nas do “delektowania” się miastem. Może i ma to budować klimat, ale jest nużące. Wracając do strzelanin i misji. Przyznam, że pomimo schematyczności, znalazło się kilka perełek. Nie chcę spojlować, dlatego tylko powiem, że lokacje, natężenie akcji w niektórych misjach wprowadzają mały dreszczyk emocji, również poprowadzenie niektórych misji cieszyło pomysłowością.
Trzecim składnikiem szkieletu GTA jest jej fabuła. Po początkowym przymuleniu śwetnie się rozwija. Każda nowa wprowadzona postać ma coś do zaoferowania. Również specyficzna konwencja, polegająca na wyśmiewaniu się z amerykańskich stereotypów, może się podobać. Choć postaci są przerysowane i najczęściej padają ofiarą karykatury, wyłania się z nich również czynnik ludzki. Szczególnie o głównym bohaterze możemy powiedzieć, że – niczym Shrek – ma warstwy. Każde wprowadzeniu do misji pod postacią FMV to prawdziwy majstersztyk. Takie mini historie z dowcipem i świetnymi dialogami, świetnie wciągają w świat Nico Bellica.
Trudno jest mi jednoznacznie określić czwarte GTA. Z jednej strony ogromny, rozbudowany i pociągający świat, który możemy swobodnie eksplorować. Świetna oprawa dźwiękowa i graficzna, mnóstwo dodatkowych zadań i wątków, które potrafią zapewnić godziny zabawy. Z drugiej strony ilość zaimplementowanych elementów, mini gier, jak zwykle zaważyła na ich jakości. W końcu nie ujrzymy tu strzelanin na poziomie wiodących TPS, wiarygonych pościgów samochodowych, nie zagramy w bilard czy kręgle nawet na zadowalającym poziomie. Czy zbiór bardzo dobrych, dobrych i nieraz przeciętnych elementów, da nam wybitną całość? Nie… wiem. Bez wątpienia dostarcza świetnej rozrywki, a dzięki dodatkom, jesienią będzie dobra okazja do powrotu na ulice LC.




Pograłem w to parę godzin i odstawiłem, nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Po raz setny dokładnie to samo.
Lepiej zamiast się podniecać średniawym GTA IV pograj w Ninja Gaiden 2 (nie jest tak trudna jak poprzedniczka, tym razem sobie poradzisz;P) lub kup w końcu porządną konsolę i śliń się, zacieraj łapy i przebieraj nogami w oczekiwaniu na MGS4 – jeszcze tylko parę dni;)
Widzę że GTA zrobiło się bardziej realistyczne choć szkoda że nie ma już tych wszystkich “pierdół” z SA jak granie w bilard itd. itp.
.
Całkiem fajny tekst napisałeś
Zapraszam też do mnie
Wpdanij czasem na moj blogasek na wp
Stern, granie w bilard jest, lol. I wiele innych.
świr prawda to że masz teraz Ps3 ? Czekam na jakiś nowy wpis
Stern – tak mam ps3, uncharted i HS zaliczone (obie super).
Co do wpisu to jedem mam juz prawie usmazony i jak zawsze kilka w glowie
No to czekamy na nowy wpis. Może opisz HS bo wiele osób mówi ,że gra trochę zawiodła. Jeszcze motorstorma sobie zakup
Co do wpisu to mówisz masz;)
HS to IMO gra kompletna, majstersztyk. Chyba pierwszy slasher, którego w życiu skończyłem.
Mi również gra nie podeszła, schematyczna aż do bólu. Bardzo dobry i długi tekst.
Pozdrawiam