header image
 

Wyszukane samobójstwo.

Osobiście przy Halo 3 jestem konwencjonalny i gram w deathmatch. Ale jak możecie zobaczyć na poniższym filmiku, można znaleść inne rozrywki. Przed Wami mała próbka Forge:

Film

Film

Ranking? Nie zupełnie.

Obejrzeliśmy już mnóstwo rankingów, których publikowanie nie ma szczególnego sensu, jeśli nie są uzupełnione notką wyjaśniającą dany wybór. Goła lista po prostu nic nam nie mówi o genezie jej powstania, w związku z tym są one często poddane bezpodstawnej krytyce. Ja chciałbym przedstawić Was coś pochodnego. Jest to 15 rzeczy nie tych “naj” a tych “wartych odnotowania” w 2007r. (wg. EDGE). Chcecie zobaczyć co przejdzie do kronik gameingu? Klikajcie w rozwinięcie.

Czytaj dalej ‘Ranking? Nie zupełnie.’

Jak wstawić gamertag na WordPress.

Byliście zainteresowani, jak wstawić swój gamertag do paska bocznego na blogu. Specjalnie dla Was mały tutorial . Klikajcie w rozwinięcie.

Czytaj dalej ‘Jak wstawić gamertag na WordPress.’

M$ ponownie pionierem?

Ok, może przesadzam, ale trzeba przyznać, że Bill’u wraz ze swoimi Xboxami jako pierwszy wprowadził kilka dobrych rzeczy do świata konsol. Nie idąc daleko przytoczę tu dysk twardy czy zintegrowany system rozgrywek online. Tego odebrać mu nie możemy. Co ciekawe o kolejnej nowości usłyszałem kilka dni temu w wiadomościach w radiu, jadąc do pracy. News dotyczył nowej kampanii “drink awareness” (typu: nie pij jeśli będziesz prowadził), której jednym z elementów ma być umieszczenie reklam w grach dostępnych na XBox 360. Tytuły, w których będą umieszczane spoty to PGR4, NFS:Pro Street i Forza 2 (o ile dobrze pamiętam). Akcja ta obejmie tylko teren Szkocji. Wychodzi więc na to, że system reklam na Live będzie w pełni zregionalizowany. Ciekawe co ujrzymy siedząc przed konsolą w naszym pięknym kraju, “Pij mleko”?(oczywiście, jeśli Live będzie kiedyś w polsce ;-). To o czym wszyscy od dłuższego czasu czytamy, staje się rzeczywistością. Zaczyna się wzorowo, ale czy przyszłość będzie równie różowa pod względem doboru kontekstu do danej gry, czy też przyjdzie nam oglądać reklamę proszku do prania w kolejnej odsłonie jakiegoś - dajmy na to - horroru.

Przykładowe skutki nadmiernego spożycia. Pamiętaj! Możesz temu zapobiec grając na swoim Xboxie.

Nowa droga.

Cóż, postanowiłem podążyć za Wami. Być może nowy blog będzie szansą na powrót do częstszych wpisów? Kto wie? W każdym bądź razie ruszamy i się za siebie nie oglądamy.

gracz.pl vel Swir80PL

ps. Dłubię, dłubię i zaczyna mi się podobać. Na początek będę wrzucał swoje teksty z gram na zasadzie jeden nowy, jeden archiwalny. Jestem mało cierpliwy a chciałbym zapełnić jakoś boczny pasek.

ps2.

Heh, nadal dłubię i okazuje się, że można wrzucić całe archiwum z zachowaniem chronologii - cool.

Weekend w Polsce

Zeszły weekend spędziłem odwiedzając rodzinę i znajomych w kraju. Choć byłem zajęty, to na szczęście udało mi się znaleźć czas na zaopatrzenie się w “niezbędniki”. Po prostu pewnych rzeczy w Irlandii nie kupisz. Kompletny zestaw na party świąteczno-noworoczne już czeka:

Nareszcie Singstar po Polsku - będzie się działo!

Tylko akcja się liczy.

Przeglądając dział z zapowiedziami w ostatnim EDGE coś mną tknęło. Na kilkanaście zapowiedzi, tylko jedna z nich nie była oparta w żadnym stopniu na przemocy. Jedna! Zadaję sobie pytanie czy tak musi być i nie potrafię odpowiedzieć. Wszędzie tylko czytam o systemach walki; turowy, zręcznościowy, rozbudowany, prosty, countery, uniki, paski energi, HP i inne cuda na kiju. W dodatku każdy lepszy od innego. Czy naprawdę nie można stworzyć złożonej gry, z zajmującą historią, w której walka nie byłaby jednym z głównych elementów? Poza - umierającymi już - przygodówkami, nie potrafię nic przywołać. Zerkam na półkę i poza grami sportowymi i wyścigami (które nie prezentują żadnej historii) nie widzę nic. No może Fahrenheit, w którym scena walki co prawda była, ale o ile pamiętam tylko jedna i kiczowata, ale to właśnie ten wyjątek. Czy wg. Was, “nowy final”, czy nachodzący “Lost Odyssey” pozbawiony walk byłby nie wartym naszej uwagi crapem? Czy producenci potrafią nas zatrzymać, przed konsolą/PC, po wykreśleniu ze scenariusza gracza w roli niszczyciela?

Kółko znów się kręci - wrażenia z Test Drive: Unlimited

Już jakiś czas temu spróbowałem dema nowego Need for Speed i choć nie piałem nad nim z zachwytu, to jedna rzecz mnie w nim urzekła. Może nie tyle był to ogólnie rozumiany model jazdy (który w wyścigu zasysał) co sam jego element, który świetnie oddawał trudność utrzymania samochodu w ryzach na długich łukach na miejskiej (często nierównej) drodze. Taka walka nie tylko z trasą , ale i z samochodem ma w sobie pewną magię. Co prawda nie na tyle dużą aby polecieć na nowego NFS’a, ale wystarczającą aby zapadła w (krótkotrwałą) pamięć.
Tylko po co tym piszę? Ano po to aby wspomnieć o miłym zaskoczeniu jakie spotkało mnie po odpaleniu Test Drive: Unlimited, wspomaganym kółeczkiem Microsoftu. Kiedy kupiłem w/w grę tylko ją pokrótce sprawdziłem (czy działa) i jakoś mnie odepchnęła. Nieciekawa grafika, brak jakiegoś polotu… wyłączyłem i odłożyłem na półkę. Może innym razem. Dziś się cieszę, że pewnego wieczoru byłem na tyle zmęczony i zmulony, że zachciało mi się “niedzielnej” przejażdżki, a TD:U ze swoimi rozległymi drogami wydawał się do tego idealny. Była też okazja na odkurzenie kierownicy, którą notabene miałem ochotę sprzedać (”przez” tryb online w Forzie, na padzie łatwiej było o dobre wyniki:). Ale wracając do tematu, co mnie urzekło w dziele ekipy Eden Games? Przede wszystkim właśnie zasada ryzyka i nagrody, ryzykując możesz zarówno dużo wygrać jak i przegrać. Czy warto warto na tym łuku użyć całej szerokości jezdni i ryzykować czołowe zderzenie, czy za tą hopką czeka mnie jakaś niespodzianka, czy w ogóle warto oderwać się od ziemi, kiedy auto jest w trakcie skrętu? Wyścig w otwartym ruchu zapewnia ciągłe urozmaicenia - nie jedziesz na pamięć jak po szynach a chwila nieuwagi lub błąd często jest karany. Choć ciągłe powtarzanie poziomów w większości gier jest dla mnie frustrujące i zniechęcające (np. Ninja Gaiden), tak powtarzanie (głównie czasówek) w TD:U, jest po prostu zajmujące. To tak jak z multi w Halo: nawet jak dostajesz ciągle w dupę i tak chcesz wrócić i spróbować nowego podejścia, innej taktyki. Odpowiedni balans tras i czasów pozwoliło mi docenić TD:U - wiedziałem, że cel jest osiągalny, potrzeba tylko opanowania i odrobiny szczęścia przy podejmowaniu ryzyka. Dla większości jak i dla mnie jest to wystarczająca “nagrodą” za obcowanie z grą, ale i dla lubiących poza wyścigowe pierdoły (domy, garaże, awatar) programiści przygotowali kilka - co ważne, nie drażniących - bajerów. Jeżeli jeszcze nie miałeś okazji zwiedzać dróg Oahu i masz kierownicę na stanie, to wiedz, że według mojej skromnej osoby warto spróbować. Polecam.